Ps2

Śladami powstania styczniowego na Kujawach. Relacje świadków straceń polskich bohaterów.


gdzie: Muzeum Historii Włocławka, kiedy:

W tym roku przypada 158. rocznica wybuchu powstania styczniowego, największego i najdłużej trwającego polskiego zrywu niepodległościowego. Znaczącą rolę w jego przebiegu odegrały Kujawy wschodnie, leżące w granicach zaboru rosyjskiego. Centralnym ośrodkiem administracyjnym i gospodarczym tego regionu był Włocławek. W nim, jako mieście położonym blisko granicy, miał swoją siedzibę sztab silnego garnizonu wojsk rosyjskich, a po uruchomieniu linii kolejowej w 1862 r. zlokalizowano dowództwo Oddziału Wojennego Warszawsko-Bydgoskiej Kolei Żelaznej.
Uczestnicy powstania byli bezwzględnie tropieni i poddawani represjom w postaci utraty majątku, tortur, zesłania oraz traceni. Jednym z miejsc kaźni powstańców kujawskich były tzw. Piaski (obszar pomiędzy dzisiejszą ul. Komunalną, Cmentarną i Al. F. Chopina|) na obrzeżach ówczesnego miasta w dzielnicy zwanej Czerwonką, przy drodze prowadzącej do Kowala. Wśród rozstrzelanych i powieszonych na tzw. Piaskach, ponad 40 bojowników, byli m.in. Andrzej Bogusz (zgładzony 24 listopada 1863 r.), powstańczy naczelnik powiatu włocławskiego, czy też Stanisław Bechi (egzekucja 17 grudnia 1863 r.), Włoch walczący za sprawę polską. Przez dziesięciolecia Rosjanie zabraniali upamiętnić to miejsce, dopiero zmiana polityki Niemiec względem Polaków w latach I wojny światowej stworzyła taką możliwość. W 1916 r. podczas obchodów 125. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja ustawiono symboliczny sosnowy krzyż nieopodal cmentarza miejskiego, na tzw. Piaskach.

Fot. 1. Mogiła Powstańcza Na Tzw. Piaskach, 1916 R.

Krzyż upamiętniający miejsce straceń powstańców styczniowych na tzw. Piaskach pod Włocławkiem, ustawiony w 1916 r. podczas uroczystych obchodów 125. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Źródło: Kalendarzyk Ilustrowany na rok 1917. Wydany nakładem Włocławskiego Koła Pomocy dla Legionistów Polskich i ich rodzin. Zbiory MZKiD we Włocławku.

Członkowie komitetu przygotowującego obchody 125. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja we Włocławku powołali pod przewodnictwem Przemysława Kowalewskiego „Komitet budowy pomnika poległych 1863 r.” i przystąpili do spisywania relacji żyjących jeszcze świadków tamtych dramatycznych wydarzeń. Miejsca nie udało się upamiętnić w postaci obelisku, pozostały za to wyjątkowe wspomnienia, będące zapisem bezwzględności i brutalności rosyjskich wojsk.

Relacje zgromadzone są w Archiwum Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, Oddział Kujawski. Prawdopodobnie było ich pierwotnie więcej. W przytoczonym poniżej materiale poprawiono stylistykę, dopiski umieszczono w nawiasach kwadratowych.

Marian Cieślak

 ____________________________________________________________________________________________

Ludwik Matuszkiewicz (piaskarz) zna miejscowość znakomicie. Przed 12 laty wykopał u podnóża pagórka, tak gdzie krzyżyk, 4 kościotrupy (sic!) w ubraniach i w butach. Jeden w szychem szamerowanej czamarce i długich butach, było tam i kiepi (sic!), jakie nosili i powstańcy. Trochę na południe, już blisko powierzchni pagórka, był i piąty, też po cywilnemu. Były przy nich zakopane schodki do wieszania z 3 deseczek sklecone (popalił je), widocznie owi 4 byli razem traceni, bo leżeli pomieszani, dotykali siebie. Zakopał te szczątki głębiej na miejscu i tam leżą. Trochę dalej w stronę cmentarza polskiego, ale przy tymże pagórku (dziś skopanym), wykopał jeszcze 2 ciała i głębiej tamże zakopał. Nie wolno było mogiły oznaczać. Niejaki Blachowski (z Kowala), dezerter z wojska ruskiego do powstania, jakoby był stracony, zdaje się na gruntach p. Bojańczyka, przy drodze starej do Brześcia Kujawskiego. Stracony tam i szlachcic jakiś, i jeszcze ktoś, ale ciała jakoby wykopane i przeniesione potajemnie. Ludwik Matuszkiewicz [podpis odręczny, wykonany czarnym atramentem]

P.[an] Konstanty Morzycki z Rzeżewa widział we Włocławku jak prowadzono piechotą Andrzeja Bogusza z Olganowa na stracenie. Szedł bez czapki, w białych rękawiczkach i w czarnym ubraniu, zdaje się we fraku. Stracony pośród piasków za miastem. Widział Becchiego /Włocha/ [Elbano Stanislao de Bechi] wodzonego do sądu między żołnierzami, potem rozstrzelany. Jednocześnie był pod aresztem i p. Julian Biesiekierski, ale ten uniknął śmierci.

P.[ani] Janina Morzycka (z domu Orpiszewska z Kłóbki) pamięta, że był tam przy kolei, za robotnika organizator Polak, dość tęgi, średniego wzrostu, znany pod pseudonimem „Korfini”. Jesienią oddział konny „Adolfa” (dawniej pod Okuniewskim) był we dworze, gdy Moskale szli z dołu; Polacy nie strzelali, by nie wywołać zniszczenia dworu i wsi, lecz cofali się w stronę kościoła i drogą ku Unisławicom. Niedaleko za wsią (z wiorstę) od kul moskiewskich zginęło 2 czy 3 powstańców, i pochowani zostali przy drodze – był krzyżyk. Dwór nie ominęła grabież sołdatów, potem w Chodczu od Żydów odkupywano rzeczy. „Korfini” chciał z innymi jechać, lecz siodło się przekręciło, musiał co prędzej wpaść do chałupy i przebrać się. Ktoś czy coś go jednak zdradziło i wzięli Moskale do Włocławka. Za wstawiennictwem matki p. Morzyckiej (Orpiszewskiej) miał być jako zwykły robotnik uwolniony, lecz przez nieostrożność, koledzy widząc go nazwali „Korfinim” i został powieszony około 1 listopada.

Na piaskach wśród których tracono, Moskale umyślnie urządzali różne zabawy, ognie sztuczne, iluminacje itp.

P.[an] Wincenty Bojańczyk jako 13 letni chłopak biegał na egzekucje na piaski ze 6-7 razy. Raz wieszali 7, już stali na ławce fatalnej i mieli stryczki założone (bez kapturów), kiedy jeden krzyknął: „Bodaj tak Cara moskiewskiego powiesili”! Oficer komenderujący krzyknął do kata, by tego ku większej męce za nogi powiesić, póki krew nie zaleje. Bębny zawarczały, Moskale rzucili się do niego, ale ów sam skoczył z ławki i umarł zaraz. Za parę minut kat z pomocnikiem wyrwali ławkę spod reszty skazanych. Po każdej egzekucji wojsko maszerowało z muzyką, zadeptując wszelki ślad mogiły na piaskach. Sąsiedzi jednak znają dobrze miejscowość, tracili przeważnie opodal, dalej od drogi, ku żydowskiemu kirkutowi. Na gruncie P.[ana] B.[ojańczyka], w Łaniewszczyźnie, rozstrzelano na samym początku 3. Rano znaleziono mogiłę nieco rozkopaną, wszyscy byli przekonani, że to rodzina ciało zabrała. Dla spokoju powiedziano, że to buhaj rozkopał, czując krew. [Podpis poniżej odręczny, czarnym atramentem: W. Bojańczyk]

P.[an] Stępczyński [Feliks Stęmczyński według podpisu] jako dwudziestokilkuletni chłopak widziałem tracenia. 14 stracono od domków Bisiora i Bobrowskiego ku kirkutowi (poprzez drogę). Rozstrzelano raz „Francuza”, dysponował ksiądz Pawlicki (?) z seminarium. Zdjąwszy czamarkę skazany w kamizelce obszedł dół dookoła i stanął odtrącając sołdata ze śmiertelną koszulą (duchanką), której nie włożył. Mówił coś po francusku, wskazał na piersi by tam strzelali i krzyknął: „Niech żyje Polska!” Po salwie opuścił głowę, potem padł na kolana. Wrzucono w dół i ruszającego się zakopali. Wojsko, kawaleria przejechała z muzyką. Ten Francuz legł w poświęconej ziemi, bo ks. Pawlicki po strzałach ukląkł i poświęcił dół z ciałem odmawiając modlitwy. Na tych że piaskach rozstrzelany jest Andrzej Bogusz z Olganowa i Blachowski rzeźnik z Kowala, jako należący do żandarmów [odręcznie dopisane ołówkiem słowo: wieszatei ?] polskich, też Pawłowski, pisarz rosyjskiej kancelarii pułkowej za należenie do powstania. Z Bobrownik 4 tamże powiesili jednocześnie, jeden sam skoczył z ławki, krzyknąwszy: „Jak wy nas wieszacie, tak żeby waszego cara powiesili!” (bo się nań z bagnetami Moskale rzucili za ten okrzyk). Na Ławniewszczyźnie rozstrzelany został maszynista jakiś i jakiś dezerter rosyjski. Między Warząchewką i Włocławkiem na 3-4 wiorście dwaj jacyś zepsuli kolej, za to powieszeni przy kolei nieopodal pierwszej budki. Pod Kowalem ktoś z Jedwabnej powieszony (w stronie ku rakarzowi), niejaki Boruczek powieszony na iłach ku Grabkowowi. [Podpis poniżej odręczny, czarnym atramentem: Feliks Stęmczyński]

Grzybowski – ogrodnik, lat 32, widział przed 13 laty ciała w marynarkach wykopane przy braniu piasku, przy jednym był zegarek, była też tam deska przy nich na parę łokci długa, gnijąca. W niej 2 kule okrągłe, ołowiane, duże. Tamże przy pagórku, od krzyża trochę w stronę nowego cmentarza zakopano te szczątki ponownie. Dziewczęta zrobiły mogiłkę, ale żołnierze rosyjscy rozdeptali ją, a nawet szukali dziewcząt do kary. [obok narysowane ołówkiem trzy krzyżyki jako podpis]

Konstanty Zwoliński (dom ma w pobliżu), lat 72, zupełnie dziś czerstwy. Widział dużo straceń, naliczył do [słowo „do” dopisane odręcznie] 40 [za liczbą 40 dopisane odręcznie 7, prawdopodobnie chodzi ostatecznie o liczbę 47] i 2 rozstrzelanych. Widział jak Włoch Becchi [Elbano Stanislao de Bechi] przybył z księdzem starym, oddał księdzu zegarek a kościelnemu czamarkę i czapkę. Oficer Moskal żegnał się z nim, B.[echi] podszedł do dołu i cofnął się jeszcze coś mówiąc. Następnie podszedł do słupka, żołnierza z gzłem (sic!) odepchnął i z otwartymi oczami stanął. Ksiądz odbiegł, B.[echi] uderzył się w piersi i krzyknął: „Niech żyje Polska” (i coś po francusku mówił) [nawias napisany ołówkiem, nachodzący na literę „i”]. Po salwie upadł i zaraz go do dołu wrzucili i zakopali.

Najwięcej tracili na i około wzgórza, teraz skopanego. Trochę na południowy wschód od krzyżyka, zaraz przy nim. Cały pagórek w mogiłach i dookoła jego blisko. Widział tracenie kilku (7?), jeden krzyknął: „Niezadługo ruskiego cara tak powieszą” i skoczył ze schodków mając już pętlę na szyi, bo się do niego rzucili Moskale z bagnetami. Zaraz i spod innych wytrącili ławkę. Od 10 rano wisieli do 5 po południu. Straszny był widok, twarze wykrzywione, często stryk z boku, głowa skręcona. Lud jęczał i płakał jednym głosem. Muzyka wojskowa grała. Po zdjęciu ciała zakopywali i żołnierze maszerowali pieszo i konno by zadeptać ślad mogiły. Raz 4 [cyfra napisana odręcznie, atramentem] dziewczęta ułożyły z kamieni krzyż nad mogiłą, major Al.[eksander] Schwarz [Schwartz] kazał podsadzić je do lochu na 7 [cyfra napisana odręcznie, atramentem] dni i chłostać po 5 [cyfra napisana odręcznie, atramentem] rózg, dając każdej co dzień. [niżej napisane trzy krzyżyki atramentem jako podpis]

Marianna Bobrowska (70 lat) widziała tracenia. Było to koło krzyżyka teraz postawionego, choć mogiłki nie razem leżą, a różnie rozrzucone. Kości są w ziemi, bo w razie wykopania zakopywali głębiej ludzie. Po egzekucjach okoliczni mieszkańcy, i ona sama, rzucali kwiatki na mogiłki (choć Moskale bronili, a mogiły rozdeptywali) [nawias dopisany odręcznie]. Księża dysponowali różni, prawie każdy miał innego, był ks. Wit i ks. Marian. Jedne ciało jakieś jakoby rodzina zabrała w nocy po kryjomu.

Marianna Zwolińska (72 lat) dostała mocne uderzenie płazem szabli od sołdata za to, że krzyknęła „Jezu!”, widząc wieszanie bardzo młodego powstańca.