Dd

#MuzeumWdomu – Obiekt dnia – Portret dziewczynki Marysi Boczkowskiej Teodora Axentowicza


gdzie: Zbiory Sztuki, kiedy:

W kolekcji portretu polskiego, którą szczyci się włocławskie muzeum znajdują się obrazy, mające historię powstania i dzieje ukazanej postaci wymagające niejednokrotnie badań archiwalnych czy porównawczych. Obraz Portret dziewczynki został zakupiony w 2004 r. do zbiorów MZKiD od samej portretowanej. Taka sytuacja dla muzealnika wydaje się idealna. Można eksponat opracować kompletnie, szczegółowo opisać moment i okoliczności w jakich został wykonany, a w dokumentacji cytować słowa jego bohatera. Jednak w tym przypadku tak się nie stało. Właścicielka obrazu nie powiedziała nam nic, poza tym, że Teodor Axentowicz malował ją, kiedy miała około 6 lat i była z matką, malarką Wandą z Chełmońskich-Boczkowską, na wakacjach w Zakopanem. Po zakupie obrazu były stopniowo gromadzone informacje na temat losów namalowanej dziewczynki, nadal jednak jej biogram jest niepełny.

1 (8)

Teodor Axentowicz (1859-1938), Portret dziewczynki (Marysi Boczkowskiej), ok. 1928 r., pastel, papier 65,4×50 cm, wł. MZKiD we Włocławku

Obraz przedstawia dziewczynkę siedzącą w wiklinowym fotelu. Mała modelka patrzy wielkimi oczami o jasnym spojrzeniu wprost na widza. Jest skupiona, a w jej fizjonomii dostrzegamy powagę i smutek. Brązowe, gęste włosy z grzywką zaczesaną na bok są dość krótko obcięte, zgodnie z panującą modą. Letnia sukienka uszyta z cienkiej szarej tkaniny z rękawkami opadającymi na ramiona jest prosta, nie posiada żadnych zdobień. Podobnie jak fryzura, ubiór nie rożni się od noszonych przez dorosłe kobiety. Portret utrzymany jest niemal całkowicie w tonacji ciepłych brązów i szarości. Monochromatyzm przełamują niewielkie jaskrawe akcenty – karminowe usta i żółta róża, którą Marysia trzyma w dłoniach. Obraz malowany jest pastelowymi kredkami, siatką drobnych linii, charakterystyczną dla stylu Axentowicza, jedynie w partii twarzy pojawił się zdecydowanie miękki światłocień. Jak przystało na jego portrety, cechuje go delikatność i subtelność. Nie ma w nim idealizacji wizerunku, jest skupienie na indywidualnych cechach, pokazanie osobowości bardzo grzecznej, myślącej i chyba smutnej dziewczynki. Intensywność jej spojrzenia powoduje, że patrząc na to dzieło koncentrujemy się na twarzy, a zwłaszcza oczach.
Portrecista dzieci
Teodor Axentowicz (1859-1938), który należy do czołówki polskich malarzy, początkowo na fali młodopolskiej mody na ludowość tworzył obrazy czerpiące z tradycji Huculszczyzny i symboliczne. Temat ten z czasem przeszedł na drugi plan, bo został zastąpiony portretami. Artysta najwięcej o ich malowaniu dowiedział się podczas pobytu we Francji i w Anglii, tam też jako portrecista zyskał popularność, która utorowała mu później drogę do profesury w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. T. Axentowicz był ceniony i sławny jako malarz wizerunków kobiet i dzieci. Wiele z nich powstało w pracowniach krakowskich i w jego domu w Zakopanem. Dzieci pozujące do obrazu malarz ustawiał bardzo podobnie – jako siedzące na fotelu w pozycji en face i podobnie jak w omawianym obrazie, patrzące wprost na widza.

2 (7)

T. Axentowicz, Portret Iwona Łomińskiego, 1913, olej, płótno, wł. MN w Krakowie

T. Axentowicz nieco inaczej malował ósemkę własnych pociech. Najbardziej znany jest dużych rozmiarów pastel pt. Rodzina artysty, 1907 r. ukazujący gromadkę jego dzieci w ogrodzie w swobodnych pozach. Zarówno ten obraz, jak i portrety córek Kazi i Józi czy synka (Tommy) naznaczone są ciepłem i radością. Na obrazach jego dzieci uśmiechają się, są ufne, figlarnie, bądź tęsknie patrzą na ojca.

3 (7)

T. Axentowicz, Rodzina Artysty, 1907, wł. Muzeum Śląskie w Katowicach

4 (6)

T. Axentowicz, Portret córki Kazi, 1907 r., wł. MN w Krakowie

5 (4)

T. Axentowicz, Portret synka (Tommy), wł. prywatna, fot. ww.pinakoteka.zascianek.pl

Biegłość malarska T. Axentowicza pozwalała mu malować zarówno idealizowane, słodkie postaci, jak i odtwarza
konkretne osoby wiernie, niczym relacje o danym człowieku. W wizerunkach dzieci odnajdujemy ich niewinność, radość, ufność, ale także nostalgię, zadumanie, a nawet przedwczesne smutki, podobne do cierpień ludzi dorosłych. Czy zatem powaga na portrecie małej Marii Krystyny Boczkowskiej to maniera malarza, czy odbicie charakteru dziewczynki?

Maria Krystyna Boczkowska (1922-2016)
Kiedy w 2004 r. ją poznałam, mieszkała w niewielkim mieszkaniu na ostatnim piętrze wieżowca przy ul. Daniłowiczowskiej w Warszawie. Jeden pokój niemal całkowicie zajmował czarny fortepian. Na ścianie wisiał omawiany tu dziecięcy portret a także drugi obraz – wizerunek jej matki w wieku dziecięcym pędzla Alfonsa Dunin Borkowskiego, który także oferowała do sprzedaży.

6 (4)

Alfons Dunin Borkowski, Portret Wandy Chełmońskiej w wieku dziecięcym, Archiwum MZKiD

Zapamiętałam Panią Boczkowską jako dystyngowaną kobietę o wysokiej szczupłej sylwetce, pięknych dłoniach, fryzurze podobnej do tej z obrazu i tym samym, można powiedzieć identycznym, jak na portrecie spojrzeniu. Była bardzo oszczędna w słowach, poza przedstawieniem oferty, nie wyrażała chęci opowiadania ani o obrazach, ani o sobie.
Maria Krystyna Boczkowska była córką artystki malarki Wandy Chełmońskiej-Boczkowskiej (1891-1971) i Wiktora Franciszka Boczkowskiego (1885-1967) – ppłk rez. Piechoty WP, odznaczonego dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Matka była najmłodszą córką wybitnego malarza Józefa Chełmońskiego, jedyną spośród czerech sióstr, która poszła w ślady ojca. Od 1914 r. studiowała w École des Beaux Arts w Paryżu, uczestniczyła w wystawach, przyjaźniła się m.in. z Olgą Boznańską. W stolicy Francji poznała oficera, który służył w armii gen. Hallera, w 1919 r. wyszła za niego za mąż. Maria Krystyna Boczkowska urodziła się 7 maja 1922 r., nie wiemy czy w Paryżu, czy w Poznaniu. Wiadomo, że ojciec już w 1919 r. wrócił do Polski. Brał udział w wojnie polsko-rosyjskiej (dowódca 157 pp). Od 1922 r. był szefem kontrwywiadu Dowództwa Okręgu Korpusu nr VII w Poznaniu. W biografiach Wandy Chełmońskiej natomiast pojawiają się różne daty przyjazdu do Poznania, także 1923 r. Kiedy córeczka miała 3 lata Franciszek Boczkowski wdał się w aferę korupcyjną i z tego powodu na własna prośbę przeszedł do rezerwy, zajął się nieruchomościami. Losy rodziców Marii Krystyna rozeszły się w czasie II wojny światowej, ojciec w 1939 r. wyjechał do Wilna, potem Kowna. W czasie próby przedostania się do Francji był aresztowany, w 1940 r. osadzony na Pawiaku. Po wyjściu na wolność działał w konspiracji w Warszawie (Organizacja Bojowa Syndykalistów Polskich, ZWZ AK). Od 1943 r. pracował dla kontrwywiadu Delegatury Rządu. Maria wraz z matką i babką została wysiedlona z Poznania. Przebywała w dworze dawnego znajomego ojca w małopolskich Gierczycach. W tym czasie matka zaangażowała się w konspiracyjne nauczanie w miejscowej szkole, a także uczyła rysunku na kompletach organizowanych w Opatowie. Po wyzwoleniu w 1945 r. Wanda Chełmońska Boczkowska wraz z córką wróciła do Poznania. Nie wiadomo, kiedy obie przeprowadziły się do Warszawy. Malarka przed wojną bardzo aktywnie uczestnicząca w wystawach, zaprzestała działalności artystycznej. Być może na taką decyzje wpłynęło w 1947 r. aresztowanie męża przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i skazanie go na 15 lat pozbawienia wolności. Matka i córka Boczkowskie z tego powodu mogły mieć w tamtych czasach trudną sytuację. Może to spowodowało niechęć do mówienia o sobie i rodzinie do tego stopnia, że Maria Boczkowska nie chciała nawet opowiadać o czasach dzieciństwa, które u boku matki malarki i w towarzystwie wielu artystów musiało być ciekawe. Nie wspomniała też o portrecie, na którym namalowała ją matka w Paryżu, dziś znanym z czarno-białej fotografii.

7 (4)

Wanda Chełmońska-Boczkowska, Dziewczynka z piłką, 1931 r., fot. zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego

Po śmierci matki w 1971 r. Maria Krystyna Boczkowska żyła samotnie. Z zawodu była pianistką, pedagogiem, przez wiele lat profesorem fortepianu w PSM I st. im. Oskara Kolberga w Warszawie. Za swą długoletnią pracę została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi. Zmarła 20 lipca 2016 r. w Warszawie, spoczęła na Cmentarzu Powązkowskim, w grobowcu rodziny Korwin-Szymanowskich.

Krystyna Kotula