Podwieczorek

PODWIECZOREK W DWORZE


gdzie: Park etnograficzny, kiedy: 08.09 - 05.10.2019

Jedną z atrakcji otwartego w 2015 r. dworu w Kłóbce jest zmieniany z okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocnych wystrój jadalni czy salonu. Dodatkowo, późnym latem, w jadalni pokazywany jest stół nakryty do podwieczorku, którego niewątpliwą ozdobę stanowi zastawa do deserów – ciast, owoców, nalewek.

W dworach popołudniowe spotkania czasem odbywały się w ogrodzie, dlatego stół do podwieczorku mógł być nakryty skromniejszą zastawą, wykonaną z fajansu, zamiast porcelanowej. Na letni poczęstunek wybierano talerze deserowe, patery — stosownie do okoliczności, zdobione w barwne kwiaty czy owoce. Także obrus nie musiał być biały, dopuszczane były też serwety z kolorowymi wstawkami czy haftem. Takie elementy zastawy można obecnie zobaczyć w jadalni kłóbskiego dworu, wśród których uwagę zwraca obrus z wstawkami i haftami z kolorowej nitki z lat 30. XX w., komplet platerowanych sztućców do owoców na ozdobnej podstawie, wykonany w warszawskiej firmie Braci Henneberg w 1. ćw. XX w., fajansowy koszyk na maliny z wytwórni francuskiej Sarreguemines czy karafka z kieliszkami z huty „Hortensja” w Piotrkowie Trybunalskim (l. 30. XX w.).

Późnym latem nie brakowało tradycyjnych konfitur z wiśni, derenia, porzeczek, śliwek czy konfitur suchych, jak nazywano owoce kandyzowane. W letnich spotkaniach przy stole oprócz właścicieli z dziećmi, rezydentów było zazwyczaj wielu gości — letników, którzy w tym czasie spędzali tu wakacje i praktykantów ze szkół rolniczych. Wszyscy mieli okazję smakować wypieki z przepisów pani domu i owoce z sadu, który obowiązkowo znajdował się przy każdym dworze. Na podwieczorek podawano do picia dzieciom lemoniady, a dorosłym także nalewki.

Tak wspominał robienie nalewek prof. Andrzej Brudzyński (1924–2015), który przez wiele lat w SGGW w Warszawie w Instytucie Biotechnologii kierował Zakładem Technologii Piwa i Słodu.

 „W okresie międzywojennym, czyli II RP wszystkie domowe nalewki i likiery robiło się na rektyfikowanym spirytusie monopolowym i to niekoniecznie dlatego, ze za omijanie przepisów były duże i z reguły egzekwowane kary. Po prostu w tamtych czasach oszukiwanie odrodzonego państwa polskiego uważane było za nieetyczne. Koncesje na sprzedaż alkoholu dostawali odznaczeni inwalidzi wojenni, więc był to jakiś fragment patriotycznego etosu. Samogonu kupować, a tym więcej robić nie wypadało i basta! (…) Tata robił nalewki sam w terminach, kiedy w ogrodzie pojawiały się kolejne owoce, jak czarna porzeczka, wiśnia, dereń, morela i inne. Największe powodzenie miała zawsze wytrawna wiśniówka. Po zlaniu jej znad owoców nasycone alkoholem wiśnie pozostawiało się w gąsiorze i zasypywało cukrem, aby po paru tygodniach uzyskać wiśniowy likier podawany do kawy dla pań”. 

A. Brudzynski, Wina miody i nalewki pradziadków, „Rynki Alkoholowe”, luty 2005, s. 27.

Profesor Andrzej Brudzyński — syn Tadeusza i Haliny Makomaskiej, był praprawnukiem Lucjana Orpiszewskiego, właściciela Kłóbki w l. 1842–1878, budowniczego dworu.

Urodził się w 1924 r. i wychował w majątku Pniewo w pow. kutnowskim, w rodzinie o silnych tradycjach patriotycznych. Był uczestnikiem Powstania Warszawskiego. W 2012 r. ufundował na cmentarzu w Kłóbce tablicę na grobie swych dziadków — Wacława i Michaliny Makomaskich, właścicieli Rzeżewa ozdobioną herbami: Mora – Morzyckich i Jastrzębiec — Makomaskich. Przekazał też do dworu w Kłóbce kilka wydanych w XIX i na pocz. XX w. książek znajdujących się obecnie w szafach bibliotecznych stojących w gabinecie.

Krystyna Kotula

IMAG0557 

Stół zastawiony do podwieczorku, jadalnia w dworze w Kłóbce, 2019 r., fot. Krystyna Kotula